piątek, 3 października 2014

79 days and I'm coming home - Xmas

W środę wieczorem zarezerwowałam bilet, myślałam że pozwolą mi polecieć wcześniej, ale od kiedy dowiedzieli się że nie przedłużam umowy robią z igły widły. Napisałam hostce czy mogę jechać już w piątek bo niektóre linie lotnicze nie mają połączeń albo są bardzo drogie, na co ona że wtedy jest okres grypy i mają dużo pracy w szpitalu więc mam lecieć w sobotę.. Host udaje obrażonego na mnie haha jakaś komedia, Chciałam do nich napisać w październiku że nie przedłużam, ale host mnie wyprzedził i napisał że cieszą się że jestem ich au pair, Sita dobrze się ze mną dogaduję więc kiedy chce lecieć do domu i wrócić znowu, wgl nie było pytania czy chce dalej być ich au pair,z góry założyli że jestem bardzo bardzo szczęśliwa z pseudo host family.. Wczoraj byłam na rozmowie w Wintercomfor for the homeless, będę pomagać w organizacji różnych eventów i sprzedawać bilety, których dochód zostanie przeznaczony dla bezdomnych, jako referee podałam hosta i host zaraz do mnie pisze czy powiedziałam im że wyjeżdżam w grudniu - jakby to miało jakieś znaczenie przy wolontariacie, ofc że im powiedziałam. W przyszłym tygodniu wysyłam moją aplikację, już tylko robię ostateczne poprawki mojego personal statment :D Wszystko o mojej aplikacji na medycynę, napisze w przyszłym tygodniu jak wyślę :) Myślałam że hości pomogą mi w studiach w sensie praktycznym że załatwią mi jakiś dzień w szpitalu, shadowing z jakimś doktorem, albo hostka mogłaby mnie wziąć w weekend do szpitala. Były wzmianki typu 'my załatwimy Tobie szybciej ten shadowing bo jesteśmy lekarzami i mamy znajomości' no ale nic z tego,oprócz zapłaty za ukcata nie pomogli mi w aplikacji, serio przykre to jest, wiedzą że naprawdę zależy mi na tych studiach, a oni chyba już są tak zamknięci, że nawet do swojej pracy nie chcą mnie wpuścić. Tyle osób aplikuje tutaj na medycynę 18 107 a dostaje się 7 977, hostka napisała mi że tutaj sporo osób walczy żeby dostać się za pierwszym razem heheheszki nie pomyśli o tym żeby jakoś zwiększyć mojej szansy i dać mi shadowing czy wgl porozmawiać ze mną o swojej pracy.
To mój mail bo ostatnio ktoś pytał anielkas@op.pl, chętnie odpowiem na pytania dotyczące au pair i mojej aplikacji na studia. Spoglądając na komentarze chciałam zauważyć że perspektywa bardzo się zmienia jak się nie jest au pair a jak się jest, przed wyjazdem czytałam masę blogów i czasami myślałam że niektóre dziewczyny wymyślają, że rodzinki są takie dziwne.Ale niestety sama doświadczyłam tego, moja host family nie traktuje mnie jako sprzątaczkę jak to w większości przypadków bywa, ale po prostu ich nierozmowność (chyba takie słowo nie istnieje :D) to mnie strasznie wkurza bo lubię dużo gadać, jestem towarzyska, Takie same odczucia miała ich poprzednia au pair z Włoch- Giulia, zresztą ostatnio do mnie pisała jak tam u mnie, jak rodzinka, więc dopiero niedawno się od niej dowiedziałam że hości tak samo zachowywali się wobec niej.

piątek, 19 września 2014

Zmieniłam decyzję - nie przedłużam pobytu w Cam

Dzięki za te wszystkie komentarze, które skłoniły mnie do refleksji co tak właściwie tutaj mnie trzyma żeby przedłużyć pobyt na kolejne 6 msc? Własne piętro i chyba kieszonkowe haha Patrząc wstecz szczególnie na sierpień naprawdę myślałam że może coś ze mną jest nie tak, że oni tak mnie od siebie odizolowali, że zaczęłam szukać w sobie winy, która wiadomo że leży po stronie tych świrów (czyli moich hostów). Nie jest to host family tylko związek partnerski, posiadający psa i córkę, przy czym pies znaczy więcej niż dziecko. Oni nie traktują mnie jak członka rodziny bo sami nie potrafią albo nie wiedzą co to znaczy rodzina. Przemyślałam wszystko w jedną noc i nie widzę sensu siedzenia dłużej z nimi jeżeli nie jestem tutaj z nimi szczęśliwa. Apogeum to było wczoraj kiedy sprzątam Sity zabawki hostka wraca z dyżuru mówi mi hello, siada na kanapie i przez godzinę słowem do mnie się nie odezwała.. Zostaję do Świąt bo chce zacząć ten wolontariat w hospicjum i dokończyć aplikacje na studia. Pamiętam że pierwszy miesiąc był sielanką, później zaczęły się wakacje siedziałam po 10 godzin dziennie z Sitą więc byłam tak zmęczona że nie patrzyłam na to że piszą do mnie smsy, maile, że wgl nic co nie związane z studiami medycznymi ich nie interesuje. Ale później sytuacje typu że oni wyjeżdżają nie mówią mi nawet gdzie albo zostawiają mnie samą w domu naprawdę doprowadzały mnie do codziennego płaczu a ja mówiłam sobie że to homesick.. inne au pairki  mówiły że moja rodzina jest strasznie dziwnai dziwiły się że jeszcze jestem z nimi. Teraz pracuje 15 h tygodniowo, Sita chodzi do szkoły więc mam więcej czasu i teraz patrze na tą żałosną sytuacje. No cóż nie ma nic gorszego niż obojętność.. Szkoda mi tylko Sity, teraz jesteśmy bf, kwestia czasu i stanie się prawdopodobnie taka jak jej rodzice.. Szczerze mówiąc przyznaję że czułam przed wyjazdem że tak będzie, tzn ich list był strasznie krótki, nic osobistego nie pisali, poza tym te maile też właśnie takie były, ale chciałam wiedzieć jeszcze zanim zaczęły się matury że wyjeżdżam w czerwcu do Anglii, tak więc pośpiech nie służy, ale nie żałuje że tutaj jestem uważam że co nie zabije to wzmocni. W tej chwili jestem optymistycznie nastawiona bo wiem że za 90 dni przestanę być ich au pair. Zastanawiam się co robić od stycznia do czerwca, myślę o au pair w Irlandii albo Szkocji, albo o pracy - jeszcze sama dokładnie nie wiem, ale po Świętach wiem że chce  wrócić!

środa, 17 września 2014

Półmetek

Hello w niedziele będzie 21 czyli 3 miesiące w Anglii i 3 miesiące do Świąt, takie moje małe odliczanie :D Na początku października chce zapytać się hostów kiedy mogę wracać do Polski na święta i czy chcą przedłużyć ze mną umowę na kolejne pół roku. Najpierw planowałam, że wynajmę pokój, znajdę pracę, ale tutaj dla młodych ludzi z reguły są part-time job więc nie wiem czy bym się z tego utrzymała licząc jeszcze wyżywienie które tutaj mam za darmo.Moja host family jest spoko, ok ale nie mogę powiedzieć że czuję się jak w niebie bo nie wiem czy już wspominałam ale oni komunikują się ze mną za pomocą maili, smsy. Nie wejdą do mnie na piętro tylko piszą smsa lub maila, a siedzimy pod jednym dachem. Więc czuję się jak w biurze i nie dziwię się sobie że tęsknię za domem skoro oni tak mnie traktują. Ale według nich ja jestem dorosłym członkiem rodziny mhm oni sami mają problem z tworzeniem rodziny. Jak patrze na Site to serio jej współczuje, widzi własną mamę 3 razy w tygodniu i jeszcze kładą ją o 18 spać teraz to nawet o 17;30 (bo przecież ona jest zmęczona wtf),  mają medyczne wykształcenie a o wychowywaniu dzieci zero pojęcia, kto normalny kładzie 5-latke o 18 spać? Tak jak by nie chcieli z nią spędzać czasu, no ale pies to chyba dla nich więcej niż Sita, przykładowo wchodzi host do salonu i mówi 'Woodstock I miss you so I know that you miss' i przez 5 min go tuli a do Sita 'hello sita how are you?' no także nie trzeba nic dodawać.. Prywatnie nic o sobie nie wiemy, ich wgl nie interesuje au pair ani kultura kraju z którego pochodzi, ich jedynie interesuje własny czubek nosa. Szybko potrafię się zaadoptować w nowym środowisku i mogłaby znaleźć nową rodzinkę, ale kto zapewni mi 100 funtów tygodniowo, zero sprzątania, tylko 15h opieki w tygodniu nad dzieckiem kiedy chodzi do szkoły, nie wiem czy znalazłabym drugą taką rodzinkę, ale z drugiej strony nie wiem czy chciałabym siedzieć kolejne pół roku z nimi żeby przeczekać do studiów. W międzyczasie:
-drzwi otwarte w Southampton
musiałam wstać o 4 nad ranem żeby dojechać na czas, więc spodziewałam się, że będą studenci medycyny, od których dowiem się czegoś więcej,  ale zapomniałam że jeszcze mieli wakacje więc była tylko grupa studentów, która pomagała w dotarciu na campus, a tak to na każdym wydziale były wykłady dotyczące danego kierunku, byłam na wykładzie o studiach lekarskich i nie dowiedziałam się niczego nowego, większość rzeczy widziałam z ich strony internetowej, spisałam tylko nazwisko admission tutors, którzy zajmują się aplikacją i interview, później wpadłam jeszcze na wykład o pielęgniarstwie i położnictwie bardzo mi się podobał, składania aplikacji jak na inne kierunki w połowie stycznia no ale mimo wszystko bardziej ciągnie mnie do lekarskich :) poszłam jeszcze zobaczyć bibliotekę, która w trakcie sesji jest czynna 24h to standard tutaj w UK, u nas w Polsce są chyba czynne do 21 lub 22 max
-interview  w hospicjum dla dzieci (EACH)
w zeszły piątek w końcu po miesiącu zostałam zaproszona na interview, spodziewałam się że... (mam zawsze wygórowane oczekiwania :D ) będę mogła pomagać w opiece nad dziećmi, ale w ośrodku w Milton przebywa trójka life-threatened children, a nie terminally ill. Miejsce jest piękne, ośrodek ogromny pokój dla rodzeństwa z play station wielką plazmą, wszystkie drzwi otwierane automatycznie, pokoje dla rodzin jak w hotelu, mają basen, plac zabaw - normalnie luksus, niestety nie będę pomagała opiekować się tymi dziećmi tylko robić housekeeping i pomagać w kuchni, ale będę miała możliwość rozmawiania z innymi wolontariuszami i z personelem ,który opiekuje się dziećmi więc chociaż coś, Dostać się na wolontariat do hospicjum albo do szpitala na ward volunteer (niestety mnie nie przyjęli) to naprawdę wielka rzecz i bardzo ceni to się doświadczenie w personal statment :) teraz muszą sprawdzić czy nie mam żadnych kryminalnych przeszłości i niedługo zacznę tam voluntary work.
- weekend w London
spędziłam przemiły weekend ze znajomymi mojego taty, mieszkają w Londynie od 7 lat więc fajnie z kimś pogadać kto ma już doświadczenie w przebywaniu tutaj, Londyn naprawdę lepiej wygląda z okna autobusu niż od środka, jest strasznie brudny, ludzie bezdomni śpią na środku chodnika, w metrze królują śpiące dzieci dilerów,naprawdę straszne nie wiem jak tam można mieszkać i widzieć to, więc wszyscy przeprowadzają się na peryferia, sama urbanistyka Londynu jest jakimś przypadkiem, jak jest miejsce to wpychają biurowiec albo blok. Obok nowoczesnego biurowca (najsłynniejszy gherkin czyli ogórek) stoi stara kamienica i tak na zmianę, zdecydowanie nie podoba mi się to miasto,w sumie nie było czasu żeby wchodzić do muzeów, ale chciałabym kiedyś zwiedzić musem of london i westminster abbey. Polecam odwiedzić sklep Fortnum&Mason oczywiście nie na shopping bo jest to sklep,który od 300 lat zaopatruje rodzinę królewską, więc ceny dość wysokie, w sklepie czerwony dywan, a obsługa ubrana jest w czarne fraki haha, ale fajnie wejść i pooglądać
Ten weekend znowu w Londynie bo z Polski mnie odwiedzają, oczywiście hości z wielką łaską pozwolili mi przenocować 3 dziewczyny, ale napisali że robią to wyjątkowo i jak drugi raz poproszę 'the answer will be no' dokładnie cytując z maila. Jak czytam ich lodowate maile to aż mi jest niedobrze...

czwartek, 4 września 2014

Lonely in big home & ukcat

Cieszyłam się, że będę sama w domu, ale nie na długo bo siedzieć samemu w wielkim domu- nic przyjemnego, więc starałam się gdziekolwiek wychodzić i  chodziłam do biblioteki uczyć się na test.Gotowałam nawet nasze polskie jedzenie, ale to nie to samo co w domu, tak jeszcze przez tydzień zdążyłam się pogrążyć w homesick. Najgorzej było w nocy, tylne drzwi są tak słabe, że można byłoby je otworzyć wytrychem, to samo od mojego piętra i od kuchni, oto cała logika Angolów zamiast założyć porządne antywłamaniowe drzwi to oni zakładają trzy pary bezużytecznych drzwi.. W sumie jedyne co można byłoby ukraść to iPad Sita i macbook hosta haha no ale złodzieje na szczęście nie przyszli. Ten samotny dom zaczęłam tak nienawidzić, że prosiłam żeby hości już wrócili i tym samym wracam w sobote ze sklepu patrze a stoi samochód hosta, myślałam że coś się stało że wrócili wcześniej, ale ja pomyliłam saturday z sunday, zamierzałam trochę w niedzielę rano ogarnąć no ale że wrócili w sobotę to nic z tego. W sobotę Andrea zaprosiła mnie na impreze, gdzie poznałam masę nowych ludzi, Elisabette i Kamile z Włoch, Kristine z Niemiec, Tupito Francuz, Joe England i jeszcze jakiś trzech kolesi jeden był z Dubaju, a reszta nie wiem :D O tak Hiszpanie i Włosi potrafią bawić się do białego rana wracają z klubu o 5 lub 6, ja wróciłam do domu o 3 :D Z tego co zauważyłam Hiszpanie i Włosi szczerze nienawidzą Angoli ich stały tekst 'I hate fucking english men'  jak jestem już dłużej można zauważyć, że ta cała ich angielski uprzejmość jest tylko taka powierzchowna, oni nie potrafią okazać swoich prawdziwych emocji, zachowują się jakby mieli maski na twarzach, natomiast co kocham w Hiszpanach i Włochach to oni przede wszystkim są szczerzy i jeszcze zawsze zapraszają do siebie w odwiedziny nawet jak znają kogoś parę godzin haha Tak więc odżyłam i w końcu nowych ludzi poznałam :) Sita do przedszkola dopiero wróciła wczoraj, biedna tak się zestresowała, że cały czas mi rękę ściskała. Zobaczyłam kalendarz jej roku szkolnego i mają strasznie dużo wolnego, najlepsze świąteczna przerwa od 12 grudnia do 6 stycznia i jeszcze pod koniec października znowu tydzień przerwy może z okazji halloween haha nie wiem za co oni płacą 4 tys funtów czesnego.
Moi hości chyba szukają perfect cleaner co tydzień przychodzi nowa sprzątaczka - po prostu casting.

Jestem już po UKCAT ufff.., przerobiłam całą książkę z zadaniami + testy w necie, miałam średni wynik z czterech części 550/900 dla mnie ok, chociaż do southampton potrzebuje 625/900, do bristolu i liverpoolu gdzie też chce złoży inie biorą pod uwagę tego testu, zastanawiam się nad ostatnim wyborem i rozważam Szkocję,  Dundee czy Glasgow??? Na ucasie jestem  już zarejestrowana od sierpnia, jedynym moim zmartwieniem jest teraz wolontariat w hospicjum albo szpitalu, który jest bardzo potrzebny mi do personal statment. Miałam mieć interview w hospicjum dla dzieci w tym tygodniu, ale musze się chyba znowu upomnieć, ostatnio jeszcze host mi podesłał link do addenbrookes gdzie można być wolontariuszem na oddziale w szpitalu (czaad co nie?), jutro tam wysyłam aplikację, mało czasu bo do 15 października jest deadline składania na medycynę, jeśli nigdzie mnie nie przyjmą ( czarnowidztwo) to idę do Klaudii do Bournemouth na położnictwo. Plan B musi być! Dzisiaj znalazłam cytat JEŚLI JESZCZE WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ, więc walczę do samego końca! Jeśli miałby ktoś pytania co do studiów medycznych to piszcie w komentarzach, jeszcze nie trafiłam na żadną stronę polską dotyczącą studiów medycznych w Anglii, a teraz coraz więcej zamiast do pracy wyjeżdża na studia, więc mam nadzieję że komuś się przyda :D Jeszcze zapomniałam dodać, że w sobotę jadę na drzwi otwarte do Southampton! :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Pies leci do Dubaju! Pies > au pair

Siedzę z ciepłą herbatką i jestem taka szczęśliwa, bo od jutra wieczora mam wolną chatę! Serdecznie zapraszam :D Jako że zostaje w domu host wysłał mi mailem przypomnienia dotyczące bezpieczeństwa domu- zamykanie drzwi, zasłanianie okien i w końcu się dowiedziałam się że lecą do Dubaju, najpierw myślałam, że gdzieś nad morze do Europy, ale co tam bogaci muszą się bawić :D I tak najlepsze wczoraj wchodzę do kuchni, a tam pet passport najpierw myślałam, że to jakaś książeczka zdrowia, otwieram a tam jest napisane, że pies ma wszczepiony microchip neck/shoulder na wypadek jakby się zgubił, może od razu niech Sicie zamontują haha Naprawdę tutaj jakaś komedia ze zwierzętami, nie jestem animal lover, więc nie czuję tego.. Tak niestety nowa clean lady, która przybyła w poniedziałek total animal lover, hostka kazała trzymać psa na smyczy żeby się nie rzucił na sprzątaczkę. Ona wchodzi i powiedziała, że to nie jest fair wobec psa i że nie mam go trzymać na smyczy tylko nauczyć podstawowych komend. No tak nie mam co robić tylko wychowywać psa. W każdym razie za każdym razem jak znajdowałam się w jej polu widzenia gadała o psach ich wychowywaniu, itp jakby to wgl mnie interesowało. Na końcu powiedziała, że jest jej strasznie przykro, że woodstock jest tak zestresowany i strachliwy. Mimo wszystko i tak jest lepiej traktowany niż ja, ma okazję zobaczyć Dubaj :D Nie ukrywam, że super byłoby pojechać do Dubaju, bo czy kiedyś taka okazja mi się trafi? Chyba, że zostanę bogatym lekarzem :) Anyway i tak się cieszę, że zostaje w domu, hości zostawiają mi dodatkową kasę na jedzenie bo u nas lodówka teraz świeci pustkami, więc od jutra polska kuchnia, filmy i nauka do ukcata! I love it <3

wtorek, 19 sierpnia 2014

English kids

Dzisiaj mam day off , w  ostatnim poście wspominałam jak zmieniłam moje podejście do Sity, więc dzieci bardzo szybko wyczuwają  niechęć albo zdenerwowanie rodziców czy też opiekunki. Teraz się to nie zdarza ale kiedyś miałam takie dni że po prostu siedziałam z nią jak na skazaniu, co powodowało, że Sita jeszcze gorzej się zachowywała i  ze wszystkim robiła mi problemy. Bardzo szybko można zauważyć jak dzieci zamożnych, dużo pracujących rodziców są wychowywane, oni nie wychowują swoich dzieci tylko kupują im nowe zabawki żeby stworzyć  iluzje szczęście i miłości. Jeszcze nie widziałam żeby hości przytulili tak po prostu Sity może doszli do wniosku że już wyrosła… Więc czasami jak mnie wkurza mała to ogarnia mnie jakaś litość i uważam, że miałam setki razy lepsze dzieciństwo, bo moich rodziców nie stać było żeby kupować mi zabawki, jeszcze w dodatku wszystko dzieliłam z rodzeństwem, a jak mama kupiła mi gazetkę to był szczyt szczęścia. Natomiast gazetka dla Sity albo zestaw do kolorowania jest jak chleb, który trzeba kupować prawie codziennie. Ciężko jest tu winić 4 latke, która została zmanierowana i zepsuta przez własnych rodziców. Pójście na plac zabaw wydawało mi się frajdą dla każdego dzieciaka, ale jeżeli rodzice zaczynają zabierać dziecko do zoo w Londynie i do innych dzikich miejsc, galerii handlowych to wyjście do parku czy na plac zabaw jest już nieatrakcyjne. Dzięki hostom Sitę nie mogę nigdzie zabrać bo tylko wyjście z tatusiem do Londynu jest fajne. Dzieci są proste w obsłudze i potrafią cieszyć się z drobnych rzeczy, tylko dorośli za dużo kombinują. Jak się przyzwyczai do wielkich atrakcji to później wszystko inne jest ble.
 Niestety większość dzieci w Anglii jest nieświadomie krzywdzona przez swoich rodziców, którzy zamiast po prostu z nimi pobyć lub pobawić się, pokolorować absolutnie proste rzeczy, które cieszą każde małe dziecko, oni jeżdżą do centrów handlowych albo zamawiają kolejne zestawy klocków lego żeby dziecko im nie przeszkadzało. Moja mała ma Ipad ale to nic teraz 3-letnie dzieciaczki mają własnego Ipada, tutaj większość ludzi ma  telefony, laptopy, tablety z Apple.  Ostatnio spotkałam Au pair z Polski – Anie,  rozwydrzona 7-latka pisze na swoich drzwiach fuck off, mówi że nienawidzi Au pair a jak mama każe jej posprzątać to mówi że ona nie chce zostać Au pair … no chyba nie trzeba tego komentować, Jeszcze sytuacja u jej host family, rodzice nie są razem, ale mieszkają razem – takie sytuacje nie są rzadkością w UK.
W zeszła sobotę chciałam iść z Andrea na imprezę. Obok mnie jest pokój gościnny który właściwie jest pusty tylko ostatnio jakiś przyjaciel hosta w nim został na jedną noc.  Hości powiedzieli że rodzinę i bliskich przyjaciół mogę przenocować, więc pisze rano w sobotę hostowi czy Andrea może spędzić jedną noc bo mieszka pod Cambridge, a on że musi to skonsultować z hostką bo poprzednio nie pozwalali Au pair ponieważ prowadziło to do unacceptable situation cokolwiek to znaczy, w sumie prosiłam ich o to pierwszy raz. W końcu i tak się nie zgodzili bo ludzie, których oni wgl nie znają traktują ich dom jak darmowy kąt do spania, rozumiem no ale jeden raz bez przesady.

I ostatnia rzecz czyli homesick, bardzo dużo dziewczyn wraca do Polski na tydzień lub dwa na wakacje ale dla mnie bilety są za drogie więc w przyszłym tygodniu zostaje sama w domu. W czwartek miną moje 2 msc w england i jeszcze 4 żeby zobaczyć rodzinkę, w głównej mierze odczuwam tęsknotę za domem dlatego że moi hości nie traktują mnie jak członka rodziny, mam własne piętro ale jak chcą ze mną coś ustalić albo powiedzieć to piszą maile, naprawdę to jest komiczne zamiast wejść do mnie na górę i zapytać to dostaje maila czuję się jak w jakimś biurze. Ostatnio patrzę a w kuchni leżą 3 bilety do teatru na Frozen, dopiero 25 października idą, ale nie przyszło im do głowy żeby zapytać mnie czy nie chciałabym pójść z nimi, także moi hości chyba nie wiedzą co to jest traktowanie kogoś jak członka rodziny. Zdarzają się takie dni kiedy naprawdę myślę, że nie wytrzymam do świąt, szczególnie w niedzielę u mnie w Polsce zawsze obiad rodzinny a tutaj figa z makiem. Najważniejsze jest to żeby umieć znaleźć sobie zajęcie, ja np.  teraz uczę się do UKCATA. W skrócie mówią co nas nie zabije to wzmocnij! :D

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Powrót do Cambridge&big surprise

Dni w Bournemouth bardzo szybko mi leciały chyba miałam tam za dobrze :D Wracając do tego cudownego nadmorskiego miasta to w środę poszłyśmy z Klaudią na shopping do centrum gdzie jest masa sklepów, oczywiście Primark zaliczony, żałuje że nie miałam więcej kasy bo tam był o wiele większy niż tutaj w Cambridge, ale i tak coś tam pokupowałam :) W czwartek Klaudia rano poszła do Subway na dzień próbny, a potem jeszcze na interview do Claire, ja w tym czasie poszłam na plaże na punkt widokowy skąd widać całe morze, w tym momencie strasznie żałowałam że nie mam smartfona. W piątek miałam spotkanie w banku Barclays, więc obiecałam że krótko to opisze:
Miałam umówione na 13, czekałam z 10 min po czym jakaś babka powiedziała, że ona może to ze mną załatwić bo jej koleżanka, która miała założyć mi konto jest zajęta, no więc najpierw poprosiła o dowód zrobiła ksero, wypełniła w komputerze, zapytała się o nazwisko panieńskie mojej mamy, dokładny adres pobytu i  pokazała konto które będę miała mieć - bez żadnych opłat i tyle, teraz czekam aż przyślą mi jutro lub w środę debit card (normalna karta, którą można wpłacać, wypłacać pieniądze i płacić w sklepach).
Wieczorem pojechałyśmy na plaże gdzie były cudowne fajerwerki naprawdę jeszcze nigdy takich nie widziałam, czułam się jak na Sylwku :D
Sobota bardzo leniwa zarejestrowałam się na UCASA (system w UK na studia) i co mogłam to już pouzupełniałam. Później z 30 uniwersytetów medycznych zaczęłam odrzucać te które mi się nie podobają albo wymagania z kosmosu i póki co najbardziej interesuję mnie Southtampton (morzeee i ciepło), Liverpool i Bristol jeszcze mogę wybrać 2, zastanawiam się nad Szkocją bo tam studia są darmowe. Nie oszukuję się. ale matura z biologii i chemii tak marnie mi poszła że tylko znajomości mogą mnie uratować i sprawić że się dostanę. Później sprawdzałam jak z terminami wolnymi na ten egzamin o którym wcześniej wspominałam, w sierpniu wszystko zajęte... Patrze na wrzesień i wolne z jakich 10 terminów, znalazłam idealną godzinę 12;30 czyli Sita w przedszkolu a ja mogę pisać. Ale i tak się denerwowałam bo za nim ta karta z banku by przyszła to może akurat termin który mi pasuje by zajęli. Gdybym nie podeszła do tego testu to bye, bye medicine - teraz prawie każdy uniwersytet to wymaga oprócz Brighton i jakaś szkoła medyczna w Londynie (tam trzeba zdać Biomedcial Test moim zdaniem chyba nie warto bo znowu trzeba płacić 44 funty a w sumie liczy się tylko na 4 uniwersytety,chyba że ktoś tam się wybiera).Wczoraj wróciłam do Cambridge koło 18 zahaczając o Londyn, chciałam iść zwiedzać i zostawić torbę w depozycie, ale zamek mi się zepsuł.. Wracam styrana z tą 8 kg torbą, pierwsze co otwieram maila patrze schedule, cryyy prawie każdy dzień do 18 oprócz piątku. Mimo całego załamania, rozmowy na skype z rodzicami po której jeszcze większy homesick to dzisiejszy dzień mi to wynagrodził.
Wracam do pokoju, sprawdzam pocztę a tu mail od hosta, że oni razem z hostką chcieliby zapłacić mi za ten test UKCAT, który kosztuje w tej chwili 80 funtów, oczywiście już odłożyłam pieniądze tylko w nerwach czekałam aż ta karta przyjdzie, polecę do wpłatomatu i będę mogła zapłacić online, ale że moi hości mi to zaproponowali to skorzystałam z tego dobrodziejstwa  Dzięki Bogu  i na początku września piszę test!!!I can't believe it + dostałam dzisiaj kieszonkowe chociaż nie pracowałam w zeszłym tygodniu :) I'm so happy. Następny post może będzie o homesick& o tym jak zmieniłam moje podejście do Sity