Przygoda w Cambridge
sobota, 23 sierpnia 2014
Pies leci do Dubaju! Pies > au pair
Siedzę z ciepłą herbatką i jestem taka szczęśliwa, bo od jutra wieczora mam wolną chatę! Serdecznie zapraszam :D Jako że zostaje w domu host wysłał mi mailem przypomnienia dotyczące bezpieczeństwa domu- zamykanie drzwi, zasłanianie okien i w końcu się dowiedziałam się że lecą do Dubaju, najpierw myślałam, że gdzieś nad morze do Europy, ale co tam bogaci muszą się bawić :D I tak najlepsze wczoraj wchodzę do kuchni, a tam pet passport najpierw myślałam, że to jakaś książeczka zdrowia, otwieram a tam jest napisane, że pies ma wszczepiony microchip neck/shoulder na wypadek jakby się zgubił, może od razu niech Sicie zamontują haha Naprawdę tutaj jakaś komedia ze zwierzętami, nie jestem animal lover, więc nie czuję tego.. Tak niestety nowa clean lady, która przybyła w poniedziałek total animal lover, hostka kazała trzymać psa na smyczy żeby się nie rzucił na sprzątaczkę. Ona wchodzi i powiedziała, że to nie jest fair wobec psa i że nie mam go trzymać na smyczy tylko nauczyć podstawowych komend. No tak nie mam co robić tylko wychowywać psa. W każdym razie za każdym razem jak znajdowałam się w jej polu widzenia gadała o psach ich wychowywaniu, itp jakby to wgl mnie interesowało. Na końcu powiedziała, że jest jej strasznie przykro, że woodstock jest tak zestresowany i strachliwy. Mimo wszystko i tak jest lepiej traktowany niż ja, ma okazję zobaczyć Dubaj :D Nie ukrywam, że super byłoby pojechać do Dubaju, bo czy kiedyś taka okazja mi się trafi? Chyba, że zostanę bogatym lekarzem :) Anyway i tak się cieszę, że zostaje w domu, hości zostawiają mi dodatkową kasę na jedzenie bo u nas lodówka teraz świeci pustkami, więc od jutra polska kuchnia, filmy i nauka do ukcata! I love it <3
wtorek, 19 sierpnia 2014
English kids
Dzisiaj mam day off , w ostatnim poście wspominałam jak zmieniłam moje
podejście do Sity, więc dzieci bardzo szybko wyczuwają niechęć albo zdenerwowanie rodziców czy też
opiekunki. Teraz się to nie zdarza ale kiedyś miałam takie dni że po prostu
siedziałam z nią jak na skazaniu, co powodowało, że Sita jeszcze gorzej się
zachowywała i ze wszystkim robiła mi
problemy. Bardzo szybko można zauważyć jak dzieci zamożnych, dużo pracujących
rodziców są wychowywane, oni nie wychowują swoich dzieci tylko kupują im nowe
zabawki żeby stworzyć iluzje szczęście i
miłości. Jeszcze nie widziałam żeby hości przytulili tak po prostu Sity może
doszli do wniosku że już wyrosła… Więc czasami jak mnie wkurza mała to ogarnia
mnie jakaś litość i uważam, że miałam setki razy lepsze dzieciństwo, bo moich
rodziców nie stać było żeby kupować mi zabawki, jeszcze w dodatku wszystko
dzieliłam z rodzeństwem, a jak mama kupiła mi gazetkę to był szczyt szczęścia.
Natomiast gazetka dla Sity albo zestaw do kolorowania jest jak chleb, który
trzeba kupować prawie codziennie. Ciężko jest tu winić 4 latke, która została
zmanierowana i zepsuta przez własnych rodziców. Pójście na plac zabaw wydawało
mi się frajdą dla każdego dzieciaka, ale jeżeli rodzice zaczynają zabierać
dziecko do zoo w Londynie i do innych dzikich miejsc, galerii handlowych to
wyjście do parku czy na plac zabaw jest już nieatrakcyjne. Dzięki
hostom Sitę nie mogę nigdzie zabrać bo tylko wyjście z tatusiem do Londynu jest
fajne. Dzieci są proste w obsłudze i potrafią cieszyć się z drobnych rzeczy,
tylko dorośli za dużo kombinują. Jak się przyzwyczai do wielkich atrakcji to
później wszystko inne jest ble.
Niestety większość
dzieci w Anglii jest nieświadomie krzywdzona przez swoich rodziców, którzy
zamiast po prostu z nimi pobyć lub pobawić się, pokolorować absolutnie proste
rzeczy, które cieszą każde małe dziecko, oni jeżdżą do centrów handlowych albo
zamawiają kolejne zestawy klocków lego żeby dziecko im nie przeszkadzało. Moja
mała ma Ipad ale to nic teraz 3-letnie dzieciaczki mają własnego Ipada, tutaj
większość ludzi ma telefony, laptopy,
tablety z Apple. Ostatnio spotkałam Au pair
z Polski – Anie, rozwydrzona 7-latka
pisze na swoich drzwiach fuck off, mówi że nienawidzi Au pair a jak mama każe
jej posprzątać to mówi że ona nie chce zostać Au pair … no chyba nie trzeba
tego komentować, Jeszcze sytuacja u jej host family, rodzice nie są razem, ale
mieszkają razem – takie sytuacje nie są rzadkością w UK.
W zeszła sobotę chciałam iść z Andrea na imprezę. Obok mnie
jest pokój gościnny który właściwie jest pusty tylko ostatnio jakiś przyjaciel
hosta w nim został na jedną noc. Hości
powiedzieli że rodzinę i bliskich przyjaciół mogę przenocować, więc pisze rano
w sobotę hostowi czy Andrea może spędzić jedną noc bo mieszka pod Cambridge, a
on że musi to skonsultować z hostką bo poprzednio nie pozwalali Au pair ponieważ
prowadziło to do unacceptable situation cokolwiek to znaczy, w sumie prosiłam
ich o to pierwszy raz. W końcu i tak się nie zgodzili bo ludzie, których oni
wgl nie znają traktują ich dom jak darmowy kąt do spania, rozumiem no ale jeden
raz bez przesady.
I ostatnia rzecz czyli homesick, bardzo dużo dziewczyn wraca
do Polski na tydzień lub dwa na wakacje ale dla mnie bilety są za drogie więc w
przyszłym tygodniu zostaje sama w domu. W czwartek miną moje 2 msc w england i
jeszcze 4 żeby zobaczyć rodzinkę, w głównej mierze odczuwam tęsknotę za domem
dlatego że moi hości nie traktują mnie jak członka rodziny, mam własne piętro ale
jak chcą ze mną coś ustalić albo powiedzieć to piszą maile, naprawdę to jest
komiczne zamiast wejść do mnie na górę i zapytać to dostaje maila czuję się jak
w jakimś biurze. Ostatnio patrzę a w kuchni leżą 3 bilety do teatru na Frozen,
dopiero 25 października idą, ale nie przyszło im do głowy żeby zapytać mnie czy
nie chciałabym pójść z nimi, także moi hości chyba nie wiedzą co to jest
traktowanie kogoś jak członka rodziny. Zdarzają się takie dni kiedy naprawdę
myślę, że nie wytrzymam do świąt, szczególnie w niedzielę u mnie w Polsce
zawsze obiad rodzinny a tutaj figa z makiem. Najważniejsze jest to żeby umieć
znaleźć sobie zajęcie, ja np. teraz uczę
się do UKCATA. W skrócie mówią co nas nie zabije to wzmocnij! :D
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Powrót do Cambridge&big surprise
Dni w Bournemouth bardzo szybko mi leciały chyba miałam tam za dobrze :D Wracając do tego cudownego nadmorskiego miasta to w środę poszłyśmy z Klaudią na shopping do centrum gdzie jest masa sklepów, oczywiście Primark zaliczony, żałuje że nie miałam więcej kasy bo tam był o wiele większy niż tutaj w Cambridge, ale i tak coś tam pokupowałam :) W czwartek Klaudia rano poszła do Subway na dzień próbny, a potem jeszcze na interview do Claire, ja w tym czasie poszłam na plaże na punkt widokowy skąd widać całe morze, w tym momencie strasznie żałowałam że nie mam smartfona. W piątek miałam spotkanie w banku Barclays, więc obiecałam że krótko to opisze:
Miałam umówione na 13, czekałam z 10 min po czym jakaś babka powiedziała, że ona może to ze mną załatwić bo jej koleżanka, która miała założyć mi konto jest zajęta, no więc najpierw poprosiła o dowód zrobiła ksero, wypełniła w komputerze, zapytała się o nazwisko panieńskie mojej mamy, dokładny adres pobytu i pokazała konto które będę miała mieć - bez żadnych opłat i tyle, teraz czekam aż przyślą mi jutro lub w środę debit card (normalna karta, którą można wpłacać, wypłacać pieniądze i płacić w sklepach).
Wieczorem pojechałyśmy na plaże gdzie były cudowne fajerwerki naprawdę jeszcze nigdy takich nie widziałam, czułam się jak na Sylwku :D
Sobota bardzo leniwa zarejestrowałam się na UCASA (system w UK na studia) i co mogłam to już pouzupełniałam. Później z 30 uniwersytetów medycznych zaczęłam odrzucać te które mi się nie podobają albo wymagania z kosmosu i póki co najbardziej interesuję mnie Southtampton (morzeee i ciepło), Liverpool i Bristol jeszcze mogę wybrać 2, zastanawiam się nad Szkocją bo tam studia są darmowe. Nie oszukuję się. ale matura z biologii i chemii tak marnie mi poszła że tylko znajomości mogą mnie uratować i sprawić że się dostanę. Później sprawdzałam jak z terminami wolnymi na ten egzamin o którym wcześniej wspominałam, w sierpniu wszystko zajęte... Patrze na wrzesień i wolne z jakich 10 terminów, znalazłam idealną godzinę 12;30 czyli Sita w przedszkolu a ja mogę pisać. Ale i tak się denerwowałam bo za nim ta karta z banku by przyszła to może akurat termin który mi pasuje by zajęli. Gdybym nie podeszła do tego testu to bye, bye medicine - teraz prawie każdy uniwersytet to wymaga oprócz Brighton i jakaś szkoła medyczna w Londynie (tam trzeba zdać Biomedcial Test moim zdaniem chyba nie warto bo znowu trzeba płacić 44 funty a w sumie liczy się tylko na 4 uniwersytety,chyba że ktoś tam się wybiera).Wczoraj wróciłam do Cambridge koło 18 zahaczając o Londyn, chciałam iść zwiedzać i zostawić torbę w depozycie, ale zamek mi się zepsuł.. Wracam styrana z tą 8 kg torbą, pierwsze co otwieram maila patrze schedule, cryyy prawie każdy dzień do 18 oprócz piątku. Mimo całego załamania, rozmowy na skype z rodzicami po której jeszcze większy homesick to dzisiejszy dzień mi to wynagrodził.
Wracam do pokoju, sprawdzam pocztę a tu mail od hosta, że oni razem z hostką chcieliby zapłacić mi za ten test UKCAT, który kosztuje w tej chwili 80 funtów, oczywiście już odłożyłam pieniądze tylko w nerwach czekałam aż ta karta przyjdzie, polecę do wpłatomatu i będę mogła zapłacić online, ale że moi hości mi to zaproponowali to skorzystałam z tego dobrodziejstwa Dzięki Bogu i na początku września piszę test!!!I can't believe it + dostałam dzisiaj kieszonkowe chociaż nie pracowałam w zeszłym tygodniu :) I'm so happy. Następny post może będzie o homesick& o tym jak zmieniłam moje podejście do Sity
Miałam umówione na 13, czekałam z 10 min po czym jakaś babka powiedziała, że ona może to ze mną załatwić bo jej koleżanka, która miała założyć mi konto jest zajęta, no więc najpierw poprosiła o dowód zrobiła ksero, wypełniła w komputerze, zapytała się o nazwisko panieńskie mojej mamy, dokładny adres pobytu i pokazała konto które będę miała mieć - bez żadnych opłat i tyle, teraz czekam aż przyślą mi jutro lub w środę debit card (normalna karta, którą można wpłacać, wypłacać pieniądze i płacić w sklepach).
Wieczorem pojechałyśmy na plaże gdzie były cudowne fajerwerki naprawdę jeszcze nigdy takich nie widziałam, czułam się jak na Sylwku :D
Sobota bardzo leniwa zarejestrowałam się na UCASA (system w UK na studia) i co mogłam to już pouzupełniałam. Później z 30 uniwersytetów medycznych zaczęłam odrzucać te które mi się nie podobają albo wymagania z kosmosu i póki co najbardziej interesuję mnie Southtampton (morzeee i ciepło), Liverpool i Bristol jeszcze mogę wybrać 2, zastanawiam się nad Szkocją bo tam studia są darmowe. Nie oszukuję się. ale matura z biologii i chemii tak marnie mi poszła że tylko znajomości mogą mnie uratować i sprawić że się dostanę. Później sprawdzałam jak z terminami wolnymi na ten egzamin o którym wcześniej wspominałam, w sierpniu wszystko zajęte... Patrze na wrzesień i wolne z jakich 10 terminów, znalazłam idealną godzinę 12;30 czyli Sita w przedszkolu a ja mogę pisać. Ale i tak się denerwowałam bo za nim ta karta z banku by przyszła to może akurat termin który mi pasuje by zajęli. Gdybym nie podeszła do tego testu to bye, bye medicine - teraz prawie każdy uniwersytet to wymaga oprócz Brighton i jakaś szkoła medyczna w Londynie (tam trzeba zdać Biomedcial Test moim zdaniem chyba nie warto bo znowu trzeba płacić 44 funty a w sumie liczy się tylko na 4 uniwersytety,chyba że ktoś tam się wybiera).Wczoraj wróciłam do Cambridge koło 18 zahaczając o Londyn, chciałam iść zwiedzać i zostawić torbę w depozycie, ale zamek mi się zepsuł.. Wracam styrana z tą 8 kg torbą, pierwsze co otwieram maila patrze schedule, cryyy prawie każdy dzień do 18 oprócz piątku. Mimo całego załamania, rozmowy na skype z rodzicami po której jeszcze większy homesick to dzisiejszy dzień mi to wynagrodził.
Wracam do pokoju, sprawdzam pocztę a tu mail od hosta, że oni razem z hostką chcieliby zapłacić mi za ten test UKCAT, który kosztuje w tej chwili 80 funtów, oczywiście już odłożyłam pieniądze tylko w nerwach czekałam aż ta karta przyjdzie, polecę do wpłatomatu i będę mogła zapłacić online, ale że moi hości mi to zaproponowali to skorzystałam z tego dobrodziejstwa Dzięki Bogu i na początku września piszę test!!!I can't believe it + dostałam dzisiaj kieszonkowe chociaż nie pracowałam w zeszłym tygodniu :) I'm so happy. Następny post może będzie o homesick& o tym jak zmieniłam moje podejście do Sity
środa, 30 lipca 2014
Week off in Bournemouth! + przydatne informacje
W zeszłym tygodniu miałam tylko 3 dni standardowe 6;45 - 18, a tak to we wtorek 6;45-10 i czwartek completly day off! Czyli całkiem spoko, we wtorek natrafiłam na bardzo fajną stronę gdzie wszystko jest napisane o aplikacji na studia medyczne link i tam własnie znalazłam że muszę zdać test UKCAT, który rzecz jasna jest płatny (60 funtów do końca sierpnia, a we wrześniu już 80) i wymagany jest na większości uniwersytetów medycznych. Jeżeli ktoś chciałby więcej poczytać to tutaj informacje link w skrócie mówiąc nie jest to test z wiedzy, a raczej z umiejętności oceniania sytuacji, szacowania wyników itp. Zarejestrowałam się, sprawdzam wolne terminy, a tutaj koniec sierpnia - perfect! Akurat miałam mieć babysitting więc schodzę na dół i mówię hostom, że chce zdać ten test ale terminy są wolne pod koniec sierpnia i się pytam czy mogę zostać przez tydzień w domu kiedy oni pojadą na holidays, no problem :)
W czwartek poszłam zarejestrować się do GP trzeba wziąć ze sobą jakieś ubezpieczenie i pokazać je w recepcji, mnie zapytała babka jak długo tutaj zostaje i gdzie mieszkam, dała pełno formularzy do wypełnienia polecam wziąć do domu i wypełniać ze słownikiem bo pełno nieznanych nazw chorób. Jak wrócę do Cambridge to idę zanieść formularze rejestracyjne.
W piątek wracając do mojej nieznośnej dziewczynki to zabrałam ją na piknik do parku, zjadłyśmy kanapki, żelki i zaraz słyszę I want to back hooome dobra staram się wyluzować i tłumaczę jej że jesteśmy zbyt krótko na co ona stała gadka że może siedzieć w ogrodzie w domu (nie mają ogrodu tylko taras), biorę ją do wózka bo na nogach za ciężko dla niej i do Sedgwick Museum gdzie znajdują się szkielety dinozaurów, przebiegła przez muzeum i słyszę Can we back home? już moja cierpliwość się wyczerpała, poddałam się i wróciłyśmy do domu- masakra..
W sobotę jeszcze spotkałam się w pubie z Andreą summer au pair, jest pierwszą au pair u swojej rodzinki a zabierają ją na wakacje nad morze. W sumie pierwszy raz byłam w angielskim pubie-klubie o 22 gra dj, stylówa angielska powala na kolana,ludzie mają kasę, ale naprawdę nie wiem skąd wyciągają te dziwne ciuchy..
Więc w końcu jestem na urlopie - nad morzem! Nawet opaliłam się, a właściwie spaliłam na raka :D W niedzielę hości tylko zapytali się kiedy i o której wracam ale ja nie dostałam informacje gdzie wyjeżdżają i kiedy wracają. Po 13 autobus krążył po Londynie i miałam okazję zobaczyć Big Ben, London Eye, potem miałam przesiadkę Victoria Coach Station i poszłam do mojego ulubionego coffee shop Cafe Nero tam czekałam 2 godziny na autobus tak szybko zleciał mi czas wsiadłam w autobus i o 18 byłam w Bournemouth stamtąd odebrała mnie kobieta pracująca - Klaudia (wspominam o Tobie w poście) i zamówiłyśmy do pokoju pizze like real students :) Do 2 gadałyśmy jeszcze wspominałyśmy starą szkołe - v lo :) Następnego dnia pojechałyśmy do centrum handlowego, obok którego w subwayu Klaudia miała interview, jeszcze załatwiłyśmy spotkanie w banku Barclays bo chce założyć sobie konto i tam umówiłam się na piątek na 13. Najpierw chciałam poprosić hostów żeby mi zapłacili przez swoje konto za ten test ukcata, ale pomyślałam że jeszcze będę musiała zapłacić za ucasa (system przez który można się rejestrować na studia) oczywiście opłaty tylko online tak więc zdecydowałam się na założenie konta bankowego, które na pewno się przyda w przyszłości, Potem pojechałyśmy do pasażu ze sklepami meblowymi i rzeczami do domu, gdzie w Home Sense Klaudia miała kolejne interview, Dzisiaj dzwonili do niej że dostała pracę w Home Sense, chociaż było wielu kandydatów więc gratulujemy <3 i w Subaway też (wypełniła najlepiej test na 4,5 lepiej niż rodowici Angole).Wieczorem pojechałyśmy jeszcze na plaże-polecam odwiedzić Bournemouth i kolo 20 miały przyjechać nasze zakupy z ASDY nie wiem czy wcześniej wspominałam na blogu, ale to bardzo fajny tani sklep, wielkością podobny do Reala tak więc jesteśmy w Anglii i robimy zakupy online haha dostawa miała być między 20 a 21 jednak przyjechali wcześniej i kolega Klaudii odebrał nasze zakupy w tym 24 litry wody :D W międyczasie wleciał nam kot do kuchni, który kiedyś byl karmiony przez poprzednich lokatrów, może jesteśmy dziwne ale obie boimy się kotów i nie wiedziałyśmy jak go stamtąd wygonić. Dzisiaj Klaudia poszła do pracy w pralni, a ja na plaże się posmażyć :D Jeszcze ważna rzecz o której musze wspomnieć to autobusy generalnie ja w Cambridge wgl nie korzystam z autbusów bo wszystko co chce jest w odległości max 20 min niestety tutaj trzeba jeździć autobusami,
Więc w końcu jestem na urlopie - nad morzem! Nawet opaliłam się, a właściwie spaliłam na raka :D W niedzielę hości tylko zapytali się kiedy i o której wracam ale ja nie dostałam informacje gdzie wyjeżdżają i kiedy wracają. Po 13 autobus krążył po Londynie i miałam okazję zobaczyć Big Ben, London Eye, potem miałam przesiadkę Victoria Coach Station i poszłam do mojego ulubionego coffee shop Cafe Nero tam czekałam 2 godziny na autobus tak szybko zleciał mi czas wsiadłam w autobus i o 18 byłam w Bournemouth stamtąd odebrała mnie kobieta pracująca - Klaudia (wspominam o Tobie w poście) i zamówiłyśmy do pokoju pizze like real students :) Do 2 gadałyśmy jeszcze wspominałyśmy starą szkołe - v lo :) Następnego dnia pojechałyśmy do centrum handlowego, obok którego w subwayu Klaudia miała interview, jeszcze załatwiłyśmy spotkanie w banku Barclays bo chce założyć sobie konto i tam umówiłam się na piątek na 13. Najpierw chciałam poprosić hostów żeby mi zapłacili przez swoje konto za ten test ukcata, ale pomyślałam że jeszcze będę musiała zapłacić za ucasa (system przez który można się rejestrować na studia) oczywiście opłaty tylko online tak więc zdecydowałam się na założenie konta bankowego, które na pewno się przyda w przyszłości, Potem pojechałyśmy do pasażu ze sklepami meblowymi i rzeczami do domu, gdzie w Home Sense Klaudia miała kolejne interview, Dzisiaj dzwonili do niej że dostała pracę w Home Sense, chociaż było wielu kandydatów więc gratulujemy <3 i w Subaway też (wypełniła najlepiej test na 4,5 lepiej niż rodowici Angole).Wieczorem pojechałyśmy jeszcze na plaże-polecam odwiedzić Bournemouth i kolo 20 miały przyjechać nasze zakupy z ASDY nie wiem czy wcześniej wspominałam na blogu, ale to bardzo fajny tani sklep, wielkością podobny do Reala tak więc jesteśmy w Anglii i robimy zakupy online haha dostawa miała być między 20 a 21 jednak przyjechali wcześniej i kolega Klaudii odebrał nasze zakupy w tym 24 litry wody :D W międyczasie wleciał nam kot do kuchni, który kiedyś byl karmiony przez poprzednich lokatrów, może jesteśmy dziwne ale obie boimy się kotów i nie wiedziałyśmy jak go stamtąd wygonić. Dzisiaj Klaudia poszła do pracy w pralni, a ja na plaże się posmażyć :D Jeszcze ważna rzecz o której musze wspomnieć to autobusy generalnie ja w Cambridge wgl nie korzystam z autbusów bo wszystko co chce jest w odległości max 20 min niestety tutaj trzeba jeździć autobusami,
Angielskie autobusy:
-1 para drzwi z przodu
- bilet tylko u kierowcy single ticket akurat tutaj 2 funty więc nie opłaca się i lepiej kupić jednodniowy za 4 funty - moim zdaniem bilety są za drogie +żadnych zniżek dla studentów, albo można kupić bilety tygodniowy za 14 funtów, ale tylko w siedzibie busów
-trzeba powiedzieć kierowcy gdzie się jedzie, jeżeli macie single ticket
-jeżeli chcecie się zatrzymać na konkretnym przystanku to musicie nacisnąć stop
-jeżeli chcecie wsiąść do autobusu to musicie pomachać
-obowiązkowo powiedzieć THANK YOU gdy wysiadacie
Co kraj to obyczaj nie wyobrażam sobie w Polsce tego typu mechanizmu komunikacji miejskiej haha Jak założę konto w banku opisze dokładniej co i jak :)
xxx
sobota, 19 lipca 2014
She drives me crazy!
Koniec tygodnia i weekend! Chyba w życiu nie oczekiwałam na
weekend jak teraz, po 45 przepracowanych
godzinach stwierdzam że dziecko, którym się opiekuje to mała szantażiystka i
bycie au pair w czasie wakacji jest ciężkie bo mała nie chodzi do przedszkola
więc cały czas musze z nią siedzieć. Więc zeszły tydzien był całkiem miły bo
hostka kończyła pracę szybciej więc siedziałam jakieś 5h z małą tylko w piątek
dłużej, niestety ten tydzień nie był łatwy. Host mum wychodzi w poniedziałek do
pracy i mówi do Sity do zobaczenia w czwartek
- myśle what the hell, nie ma widzieć swojej mamy przez 3 dni, może już
się przyzywczaila.. no ale w środę
wieczorem wraca, a rano kupiła jej pełno kredek, pisaczków, książek za które
zapłaciła 40 funtów, a dzisiaj nową sukienke i butki juupi (jak domyślacie się
z nie najtańszego sklepu), po jaką cholerę są jej potrzebne pisaki, kredki jak
ona ma tego tyle że się o to przewraca, już sama obecność mamy ją zadowala. Moi
hości bardzo chcą żeby w czasie wakacji Sita spędzała aktywnie czas i żeby ją
zabierać do parku, na plac zabaw, do muzeum, coffee shop etc oczywiście koszty oni pokrywają ok. dla mnie
nie ma problemu nawet fajnie, że będziemy tak spędzać czas. Jednak
rzeczywistość okazała się inna i wyciągnięcie ją gdziekolwiek graniczy z cudem,
po prostu obojętnie gdzie chce ją zabrać lub nawet iść z psem na spacer słyszę
I DON’T WANT TO, host dad poradził żebym próbowała ją przekonać mówiąc że
woodstocka biorę do parku na piknik itp. No tak jednego dnia działa a drugiego
nie, dzisiaj to już apogeum, wychodzą z nią bierzemy latawiec i oczywiście
jesteśmy jakieś 50 min i I want to back hoooome – byłyśmy w parku tuż przed
domem bo ona nigdzie się nie ruszy dalej. Dla mnie to jest chore, a raczej ona
i kurwicy dostaje jak za każdym razem muszę ją do wszystkiego przekonywać albo
tłumaczyć że woodstock needs wee and pouh i
jak nie pójdziemy na spacer to pies zrobi śmierdzącą kupę na środku
pokoju – dokładnie w ten sposób do niej gadam. Zaczynam mieć na to wylane i jak
oni chcą żeby spędzała aktywnie czas to
niech sami ją gdzieś zabierają bo ja nie mam zamiaru z nią się użerać 3 razy
dziennie o to żeby gdziekolwiek wyszła. Jedyny miły dzień był w środę kiedy
sama zaproponowała że możemy pójść do coffee shop, potem do parku i biblioteki.
Na dodatek przynajmniej raz dziennie ryczy,żeby coś wymusić np. dzisiaj podaje
jej makaron na obiad który host mum kazała podać, a ona uderza w płacz
(histerię) I don’t wanna to eat
pastaaaaaaaaaa, no więc przez pół godziny tłumacze jej że ma mówić do
mnie normalnie, bo nie rozumiem co chce na obiad, w końcu ogarnęła się, po 5
minutach lata koło mnie jak szczygiełek a ja miałam ochotę jej przywalić albo
dać zdrowego klapsa. Albo ostatnio wyłączam bajkę i mówię bath time – ryk –
kolejna rzecz żeby ją przekonać, idzie
spać po pół godziny zaczyna ryczeć że nie może spać ( no tak o godzinie 18
dziecko które nie chce wychodzić na dwór nie jest zmęczone) ale jak widać hości
tego nie rozumieją, spędzają tylko weekend z nią hehhe. Jeszcze irytuje mnie to
jak mówi do mnie silly, dzisiaj jej powiedziałam, że mam imię i nie ma w ten
sposób do mnie się zwracać, Ostatnio nawet podchodzi do mojego laptopa i mówi
że on jest brudny a ja do niej mówię zobacz swój lpad na którym znajdują się
resztki jedzenia, a ona to nie ja ubrudziłam – bez komentarza. A i jeszcze host dad prosił żebym pilnowała ją
żeby nie ssała kciuka w buzi, sama kiedyś ssałam 2 palce przez 5 lat naprawdę
to było addiction i u niej jest to samo więc moje proszenie na nic się zda.
Żeby jeszcze bardziej ‘optymistycznie’ zakończyć post to moi hości 28 lipca
jadą na wakację GDZIEŚ TAM naprawdę tylko podali mi datę, nie powiedzieli gdzie
ani nie zaprosili, większość au pair jeździ na wakacje z rodzinkami , moi
poinformowali mnie tylko kiedy jadą… także tego, w sumie nawet nie chciałabym z
nimi jechać, ale mogliby dać mi chociaż pieniądze… Ja im wszystko mówię gdzie
jadę do kogo, a oni nic. Tylko z moich
domniemań myślę że jadą do Indii dlatego że host coś gadał do małej o
paszporcie, rozumiem że bilety są drogie ale mogliby chociaż mi powiedzieć i
zamiast tego dać mi pieniądze na wakacje – dream. Kolejny tydzień 24
sierpnia kiedy wyjeżdżają mam zamiar im oświadczyć, że nigdzie nie jadę bo
bilety do Polski są za drogie itp. No jestem bardzo ciekawa co zrobią…
Oczywiście wszystkie powyższe hejty nie znaczą że się poddaje, jak Sita wróci
do przedszkola będzie o wiele lepiej, będę z nią spędząć 5 h dziennie a nie 10 czy 12 jak teraz,poza
tym nie będę musiała organizować żadnych zabaw ani wyjść bo jak wraca z
przedszkola to daje jej dinner, kąpiel i spać. W skrócie mówiąc nie ma idealnej
host family ( a jeżeli któraś z Was natrafiła to zazdroszczę ;)), mimo tego
nieznośnego tygodnia bardzo podoba mi się Cambrdge, w listopadzie chce zacząć
szukać pracy i mieszkania tak żebym mogła pojechać na święta do domu i wrócić
tutaj znowu . Oczywiście muszę wykorzystać moich hostów do załatwienia
wolontariatu i może po znajomości studiów haha Jeszcze 5 dni pracy i jadę do
nad morze do Bournemouth <3
wtorek, 8 lipca 2014
Ponad dwa tygodnie w UK :D
Poprzedni tydzień
minął mi bardzo szybko, kupiłam bilet na przedstawienie jednak zapomniałam
sprawdzić gdzię się odbywa i wybrałam przez przypadek chyba najdalszą
lokalizację w Robinson College, no coż musze iść bo wydałam na to 16 funtów. W
środę miał przyjść team cleaner jednak
nie pojawili się a ja czekałam chyba z 3 godziny , a dom pokryty brudem.. więc
w czwartek umyłam chociaż kuchnię. A no i pierwszy raz zaspałam do pracy w
czwartek – zdarza się, napisałam smsa
hostowi że przepraszam,ale oni zawsze don’t
worry that’s ok. :D W piątek Sita skończyla przedszkole więc teraz ma holidays i pracuje o
wiele więcej . W sobotę spotkałam się z nową au pair z Hiszpani, która
przyjechała w czwartek i zostaje tylko na dwie miesiące. Znalazła rodzinkę
przez tą samą agencję co ja (smartaupairs) i mieszka w Trumpington niedaleko
Cambridge, tak więc poszłyśmy na lunch (w weekend ciężko jest znależć miejsce w
barze czy restauracji) potem do St. John’s college, pokazał moją kartę euro26
i dostałam zniżkę na wejście no i potem
na piwko & big weekend w Park’s Piece jak zawsze blisko mnie, festiwal food
&music naprawdę super zabawa chyba dla ludzi w każdym wieku, przynajmniej
wszyscy mieli fun :D A wczoraj Tour de France, czekaliśmy 1,5 h na skwarze żeby zobaczyć jak przejadą kolaże. To tyle jakoś zwięźle udało mi się opisać poprzedni tydzień :)
Zdj z Andreą przy St. John's college robione jej smartfonem bo mój smasung dawno temu się popsuł więc niestety nie mam możliwości wrzucania zdj na bloga ;/
Zdj z Andreą przy St. John's college robione jej smartfonem bo mój smasung dawno temu się popsuł więc niestety nie mam możliwości wrzucania zdj na bloga ;/
wtorek, 1 lipca 2014
No place I’d rather be
Jak to moja siostra określiła mam płatne wakacje. Dostaje co
tydzień 100 funtów , a pracuje mniej niż 25 godzin to zależy od pracy hostów. Tak więc w poniedziałek host
pokazał mi drogę do przedszkola, przyznam
że trochę się zdziwiłam gdy zobaczyłam, że na ulicy jest osobny pas dla
samochodów i rowerów. Droga rowerem do
przedszkola zajmuje koło 20 min jak się szybko jedzie i nie ma co chwile
czerwonych świateł. Tutaj wgl połowa
ludzi porusza się rowerami albo samochodami więc tłoczno.Trochę się przeraziłam jak zobaczyłam
że w pewnym momencie mam jechać z dzieckiem między samochodami i śmigającymi piętrowymi autobusami. Jak
dojechaliśmy do przedszkola od razu powiedziałam hostowi że boję się jeździć
rowerem z Sitą bo droga za bardzo
ruchliwa itp. A host don’t worry i że mam próbować. Później już sama wracałam
bo host jechał na stację kolejową do pracy, trochę się zgubiłam ale jakoś
znalazłam trasę do domu. O 14 hostka
wróciła z dyżuru i pojechałyśmy do przedszkola po małą, po drodzę pokazała mi
Polish shop, który jest całkiem blisko nas.
Wtorek
Cały dzień byłam z host mum. Wtedy właśnie ugryzł mnie pies,
wchodzę do salonu jak zawsze szczeka idę dalej i się na mnie rzucił, tym
sposobem mam pięknego siniaka i ranę na nodze.W drodze do przedszkola jakiś
koleś uderzył w hostki rower tak że cały koszyk odpadł, nic nie przeprosil
tylko odjechał i zrobił się cały wianuszek babek pytających czy wszystko ok. Ja
wróciłam do domu z zepsutym koszykiem, a
hostka przyczepiła blokadę do
roweru i wzięła tenz fotelikiem dla dziecka. Nie mogłam odpiąć tej blokady więc wróciłam do domu, jak
zawsze hości don’t worry :D Są bardzo mili we wszystkim mi pomagają jak czegoś
nie wiem,jedyna zasada jest taka, że jak czegoś nie wiem to mam pytać J
Środa
Pierwszy raz
miałam prawdziwy dzień pracy więc typowy schedule jest taki że o 6:45 musze być
na dole, jem śniadanie, wyprowadzam z małą psa, potem wracamy i jedziemy do
przedskzola. Mimo moich obaw bardzo
dobrze mi się jechało rowerem wiadomo że większe obciążenie z tyłu i trochę
chwiejnie ale jest ok.. Jak wracam z przedszkola to do 14;30 mam czas wolny i
mogę robić co chce. Wracając z centrum trochę się zgubiłam zapytałam jakieś
babeczki, ale to za dużo nie dało więc zadzwoniłam do mojego taty żeby w google
mi znalazł trasę do domu haha.
Piątek
umówiłam się z au pair z Hiszpani (nasze host dzieci chodzą
do tego samego przedszkola) zwiedziłyśmy King’s College i Pembark College’s
miałyśmy iść na wycieczkę z przewodnikiem, ale bilety zostały wykupione ;/
Później poszłyśmy na lunch i jutro znowu się widzimy. Raquel wyjechała bez
agencji, na rok i mieszka z host family, w której jest 5 dzieci a opiekuje się
3 ;o chce być nauczycielem w szkole podstawowej więc traktuje to jako
przygotowanie, niestety do opieki nad dziećmi doszło jeszcze 3 h sprzątania,
jej rodzinka mieszka pod Cambridge a dzieci odwozi samochodem, jednak nie ma za
dużej możliwości zwiedzania bo hości nie pokazali jej innej drogi jak tylko do
szkoły/przedskzola. Powiedziała mi że chce zrezygnować, ale nie wie jak to ma
powiedzieć hostom.
Hości od rana pytali mi się jak poszł,o ale nie miałam czasu
żeby zajrzeć na stronę wyników i w końcu dostałam smsa od siostry. Wyniki bez
komentarza chemia spoko ale biologia masakra chociaż słyszałam że
większości źle poszło. Jednak hości
powiedzieli że nie mam się martwić bo w Anglii bardziej liczy się chemia niż
biologia i że jak coś to mi pomogą J
Sobota
Sama zwiedziłam Fitzwilliam Musem – koniecznie trzeba zobaczyć, naczynia i rzeźby
ze starożytnej Grecji i Rzymu, sarkofagi i mumie egipskie, a wejście jest za
darmo J
Póżniej chciałam zobaczyć Jesus College ale akurat był tam jakiś koncert. W
Camrbdige znajdują się 23 college więc jest co zwiedzać haha.
Niedziela
Doczekałam się typowo
angielskiej pogody i przez cały dzień padał deszcz. Host napisał mi smsa czy
chce iść z nimi do kina jednak ja już miałam plany, poszłam do zabytkowego
kościoła Our Lady na mszę, a potem do Trinity College, gdzie miałam okazję posłuchać za darmo muzyki
klasycznej bo akurat była próba do koncertu,
potem poszłam do wielkej księgarni gdzie siedziałam chyba z godzinę :D
Wczoraj miałam odebrać tylko Sitę z przedszkola jednak mała
była trochę podziębiona i hostka poprosiła żebym została z nią w domu. Byłam z
nią przez 10 h i nie było to męczące .Sita to kochane dziecko, potrafi się
zająć kolorowaniem czy czymś artystycznym przez 2h, nie włazi mi na głowę – nic
z tych rzeczy, musze przynzać, że naprawdę jest dobrze wychowana, a przez pierwsze dni pomagała mi z psem lub
jak czegoś nie wiedziałam .
Tymczasem dzisiaj day off ! 100 funtów zawsze wydawało mi się bardzo dużo, ale jak się mieszka w pobliżu dwóch wielkich galerii handlowych i innych sklepów, wcale nie jest prosto zaoszczędzić, na razie odkładam 10 funtów tygodniowo, zaraz idę kupić bilet na sztukę Szekspira (tylko nie wiem którą wybrać), przedstawienia odbywają się w ogrodach
collegów. Bye:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
